image/svg+xml





Moje próby "pisania duszy"

Czym są wiersze?

Próbą powiedzenia tego, dla czego braknie słów? Narcyzmem? Potrzebą wyrażenia niewypowiedzianego? Grafomanią? Formą ekshibicjonizmu psychicznego? Dowodem beztalencia i bezkrytycyzmu? Czasem czymś pięknym, zwykle żałosnym... Czymkolwiek by nie były, ważne jest jednak to, by wyrażały faktyczne emocje. Są wtedy autentyczne, jakkolwiek głupimi by się nie okazały. A autentyzm jest tym, czego już od dawna mamy deficyt. Panowie i panie! Wybiła dwunasta. Czas ściągnąć maski!

ODPRYSK WIECZNOŚCI

Życie - Odprysk Wieczności
Na drodze ku zapomnieniu...
Pragniemy nieśmiertelności,
Gaśniemy wciąż błądząc w cieniu!

Wyryć swe imię w marmurze,
Odbić swe losy w legendzie
I przeciwstawić naturze
Coś, czego ta nie zdobędzie!

Za cenę życia kupić szlak,
Wiodący ku trudom wielu...
A przejść nim do końca tak,
By stanąć szczęśliwym u celu!

* * *

KOLCE

Życie gaśnie
Kwiat schnie, zamiera
Płatki więdną
Dawny kolor
Zapach
Idą w zapomnienie
Przemijają
Jak gdyby nigdy nie istniały
Niezmienione pozostają tylko kolce
Zaostrzone
Wysublimowane przez czas
O nich się pamięta
Tylko o nich

* * *

GWIAZDY

Dawno temu człowiek oderwał wzrok od ziemi
I otarł spocone czoło
I spojrzał w gwiazdy
I przez chwilę przerażony ogarnął znikomą cząstkę Wszechświata
I nauczył się pokory
I wymyślił Boga by ucieleśnić nieskończoność
I odtąd był mu posłuszny
Bo pozbawiony Wiary
Tarczy przed samym sobą
Oszalałby

* * *

WEWNĄTRZ SIEBIE

Samotny pośród ludzi wielu
Skazany na wygnanie w świecie realnym
W nierzeczywistości znajdę ukojenie
Żegnajcie

* * *

RAJ UTRACONY?

Jest takie miejsce, gdzie zielona trawa jest upstrzona kwiatami,
Gdzie nikt się nie wywyższa,
Gdzie nikt nie walczy; nie wygrywa i nie przegrywa,
Gdzie nikt nie płacze, nie cierpi,
Gdzie nikt nie zdradza, nikt nie nienawidzi,
Gdzie wszyscy są na równych prawach, których nikt nie śmie łamać,
Gdzie nie ma kary, bo nie ma zbrodni,
Gdzie stawiają pomnik, za sam fakt istnienia...
To cmentarz.

* * *

PRÓŻNOŚĆ

Piękna w ogrodzie rzeźba stoi;
Jej urok z dala w oczy bije.
Wielbić jej jednak nie przystoi;
Straszną ma wadę: wewnątrz gnije!

* * *

WITAJ, TO JA!

Pamiętasz mnie jeszcze?
Spacerowaliśmy przez życie
leśnymi ścieżynkami,
trzymając się za ręce.

Wymieniliśmy się duszami.
Znaliśmy się nawzajem
Lepiej niż samych siebie.

Gładziłem twoje włosy,
Policzki, ramiona...
Całą.

A teraz, daleko,
Pozostało we mnie miejsce jedynie na
Żal, ból, tęsknotę...
Do następnego spotkania.

* * *

MGŁY

Podniosły się mgły i słońce wyjrzało zza chmur,
Nastał kolejny dzień, ostatni nasz pośród gór.
Przemijających dni niejeden wspomnienia snuł,
Krople rosy lub łzy po policzku spłynęły w dół.
Dawno już wygasł żar w ognisku płonących drzew,
Nadszedł pożegnań czas, choć w żyłach burzy się krew!

* * *

DO JK

Miłość to nie koralik, by się w nią odziać
Gdy kochasz na pokaz, na pozór kochasz -
Straszliwie ranisz!

Kto życie odda na Twe usługi,
I duszę własną otworzy przed Tobą,
Gdy go odprawisz - Siebie utraci -
Stanie się inną osobą...

* * *

ISTOTA MIŁOŚCI

Miłość opisać już wielu chciało,
Niektórym niemal się to udało;

Nie filozofom - słów ich kajdany
Rozerwał podmiot definiowany;

Doktora wywód, poprawny zgoła,
Okiełznać uczuć myślą nie zdołał;

Poeta bliski był ideału -
On w własnym sercu tworzył pomału,
Lecz w słowach błądząc zbyt długo szukał,
Szlachetne treści o formę zbrukał...

Istotę sprawy oddała zwinnie
Ma Ukochana. Rzekła: "Bądź przy mnie!" .

* * *

ŁZY OCZU NIEBIESKICH

Znam klejnoty, których blask rozświetla duszę
Ronią one perły czyste zanim zasną
Chcę je zdobyć, posiąść muszę
Lecz dotknięte, poruszone - gasną

* * *

ROZSTANIE

W wyobraźni malowałem
Wspólną z Tobą przyszłość;
Ty się śmiałaś, ja cierpiałem
Wierząc w naszą miłość...

Że się w Tobie zakochałem -
Oto moja wina,
Lecz sumienie Twe kryształem -
Wolną jest dziewczyna...

* * *

SPEŁNIENIE?

Poznałem dziewczynę - mój kobiet ideał
Zjawę od snów oderwaną
Zawiodłem się jednak, bom nigdy nie widział
Jej w rzeczywistość odzianą

Co we śnie marzeń spełnieniem się zdaje
Realność czyni przekleństwem
Szczęściem jest marzyć o ideale
Lecz posiąść ideał - szaleństwem!

* * *

TCHNIENIE

Jestem wirem na chaosu równinie
Przez przypadek stworzonym istnieniem
Każdą chwilę chwytam, zanim przeminie
Zanim sam zostanę zaledwie wspomnieniem

* * *

ALARM!

Uwaga! - nadciąga
WYRZUT SUMIENIA
Zamknąć drzwi i okna
Zasłonić serca
Może sam przejdzie...

* * *

JA

Patrzę w głąb swojej duszy
W zwierciadło jaźni
Sitem moralności oddzielam dobro od zła
Dobra pozostaje niewiele
A i tak jego większość wynika z wyrachowania
Jest plonem zła
Jestem więc potworem
Zakutym w pancerz etykiety
Dzierżącym tarczę obyczajów
Orężnym w kłamstwo
Którym doskonale zwodzę wszystkich
Zwłaszcza samego siebie

* * *

MIŁOŚĆ CZYSTA

Jesteś piękna
Lubię patrzeć jak się poruszasz
Twój dotyk sprawia mi ogromną przyjemność
Uwielbiam Twój głos
Masz cudowne oczy
Pragnę Cię przytulić
Objąć
Poczuć ciepło Twojego ciała
Oddechu
Chcę spędzić z Tobą resztę życia
I wspólnie z Tobą się zestarzeć

* * *

KOBIETA

Kobieto, piękna córko nocy,
Tyś panią mroku, zniszczeniem
Nie trwoży cię żadna z mocy
Rozpalasz duszę płomieniem

Z rozsądku przestworzy czystych
Ciskasz nas w głębie szaleństwa
Mącisz w umysłach bystrych
Żądając od mężczyzn - męstwa

Serce srodze kaleczysz
Grotem miłosnej strzały
Lecz swoim uczuciom przeczysz
Gasząc ogień nieśmiały

Samotną porzucasz żagiew
By własnym się żarem strawiła
Choć zasługujesz na gniew
Czemuś mi taka... miła?

* * *

ŻIWIARKA LUDZKOŚCI

Cicho czasu ścieżką kroczy,
Z dumnie uniesioną głową.
Nic jej w życiu nie zaskoczy,
Ona ma ostatnie słowo.

Płaszcz szkarłatny, wiatrem rwany,
Dość, że skrywa nagie kości...
Cierpiących uśnieża rany,
Morzy panów ziemskich włości.

Gdy się bytu nić urywa,
Zjawia się na naszym świecie.
Choć ją różnie lud przezywa,
Sprawnie zrzyna życia kwiecie.

* * *

DZIKA RÓŻA

Na świata szczycie, gdzie ujrzysz ni ducha,
W lustrzanej źródełka odbity toni -
- Skąd woda czysta z ziemi głębi bucha -
- Prawdziwie królewski klejnot się płoni...

Krwistoczerwony owoc dzikiej róży,
Wiatrem targany raz po raz się słania.
W bladobłękitnej poświacie unurzy
I wzwyż pomyka, to znowuż się kłania...

Kolce przeliczne zbyt śmiałych kaleczą,
Lecz gdy kto z sercem do kwiatu podejdzie,
Płatki jedwabne urok swój rozwleczą,
A zapach słodki w powietrzu rozejdzie.

I na pamiątkę straconej miłości,
Prócz ran nielicznych co w przeszłości toną,
Nasz kwiat szkarłatny, symbol namiętności,
Sobie zachowałem; piękność nieskończoną...

* * *

TREN

Poznałem Cię przez przypadek -
Połączył nas szalony los.
Było nam tak cudownie razem,
Choć z czasem psuło się coś...

Wyniosłaś mnie pod niebo aż,
Boskim żyłem pokarmem -
Straszliwie bolał zdrady cios,
Jeszcze straszliwiej rozstanie...

* * *

SPOKÓJ KAMIENIA

Posągu! Jakże Ci zazdroszczę!
Jakiś Ty piękny, niewzruszony!

Trwasz, istniejesz
A jednak nic Cię nie dosięga, nikt Ci nie urąga
Nic nie widzisz, nie czujesz, nie cierpisz!

Kamienny filarze estetycznych dążeń człowieka!
Jesteś celem samym w sobie!

Perfekcyjna bryło skały, takaś wyniosła...
Jak Bóg!

Ale Posąg mnie nie usłyszał.
Nie zdawał sobie sprawy ze swego istnienia.

Posągu, jakże Ci współczuję!

* * *

MESJASZ FREUD

Zstąpiłem w otchłań duszy;
Czerniejącą, plugawą

Dostrzegłem dzikie żądze;
Przyczynę człowieczeństwa

Poznałem odór Cnoty,
Dojrzałem mrok obawy

Doniosłem promyk światła
W czarną norę siebie

I pokochałem człowieka
I znienawidziłem ludzi

* * *

LODOWY SZAFIR

Nie umiem kochać kamienia
Choć przed wiekami miłością płonął

I choć wciąż piękny, szlachetny
I choć mi nadal drogi ogromnie
Ogrzać mnie już nie zdoła

Zdejmę go z serca i w pamięci przechowam

I zaczerpnąć mi przyjdzie
W ognia oceanie
Klejnot nowy, gorejący

Bo choćby okrzepłszy bazaltem się okazał
Przy nim nie zamarznę

* * *

UKOJENIE

Twarz jego poznaczyły zmarszczki cierpień
Tak licznych, że odcisnęły swe piętno i w duszy

Każdy dzień przynosił ból
Ból stał się synonimem życia

W odmętach szaleństwa powoli zapominał siebie
Męki były jednak coraz wyraźniejsze i jaskrawsze

Na tę chorobę nie było lekarstwa
Konał latami

Litości - krzyczał, nim paraliż odebrał mu mowę - litości

I oto zjawił się anioł miłosierdzia, cały w bieli
Ostrzem magicznej różdżki wstrzyknął ukojenie w jego ciało

Łagodny nektar wypełnił płonące arterie niby balsam
Po raz pierwszy od dekady oblicze starca rozpromienił uśmiech
Uczynił go pięknym, nim umarł

* * *

ZWIERCIADŁO UCZUĆ

Jestem wzburzonym lustrem wody
Co blask Księżyca nocą pije
Refleksy uczuć twoich rzucam
Jasność i ciemność Twą odbiję

Gdy miłość chcesz i czułość spijać
Wpierw mnie wypełnij tym nektarem
Ale uważaj - gdy zapomnisz
Koszmarem Twoim się stanę

Nurt uczuć ciemny jest jak smoła
Choć wierzchem mieni się perliście
Nigdy nie sięgaj jego głębi -
Zagarnie Cię jak zeschłe liście

* * *

DROGI

Wśród kłamstw własnych, naprzód!
Słowami szafując
W moralnej urynie
Ku pieniądza szczytom

Albo ryjąc w ziemi,
Wierząc w ludzi / boga
Aurą dobrej woli
Rozświetlić konanie
Z biedy

Albo nie mieć zdania
I własne sumienie
Ubezwłasnowolnić
Bez duszy ciężaru
Żreć życie

* * *

WISELESS

Try not to be wise
Step into my soul
Look into my eyes
Drink the coup of sour

Say, what you can see?
Is it so befoul?
Can you still love me?

* * *

WCIĄŻCHWIEJNIE

Idę wciążchwiejnie
Po linii życia

W dole majaczy
Szemrząc kojąco
Nic

Ach!, jakże kusi by skoczyć
W objęcia nieistnienia

Ach, jak strasznie się boję
Przestać być

* * *


* * *

29-30 VI 2004 PRZEBUDZENIE

Bosostopy aniele pałający wiarą
Gdy zmierzch mdłe Bydgoszczy ozłocił mury
Ze strun pozbawioną tańczyłaś gitarą
Dach akademika przemieniając w góry

A moc Twej radości na mnie również działa
Odkurzyłem gitarę, pierwszy raz po latach
I piosenek, co nucę, większość odmłodniała
Choć spisane w pożółkłych od wieku zeszytach

I tylko się boję, by ruchem niezgrabnym
Który byś, może, za zbyt nagły wzięła
Nie przepełnić Cię aby strachem niezasadnym
Byś, Wiewióreczko, na drzewo nie umknęła

* * *

NA KOKIETKĘ

Wyciągam dłoń, a ona ucieka -
czyżby na zawsze? Nie, jednak czeka
gdzieś daleko. Na skraju widzenia.
A ja się boję nieporozumienia -
więc milczę. Ale to nie działa.
Podchodzę kilka kroków. Ona drży cała.

Muśnięcie warg. Nie w usta całowanie.
W nosek. Odskakuje niepewnie.
Poza, strach czy zmieszanie?
Rumieni się. Uśmiecha zwiewnie...
Może to wychowanie?

Ale w ilości uroku
Nikt nie dotrzyma jej kroku!

Znów dłoń wyciągam i głaszczę po głowie.
Patrzę, co teraz się stanie.
Znów ucieknie? Może coś powie?
Lecz ona lubi moje głaskanie!
Śmieje się słodko. Przepadłem.
Kokietka czy nie, haczyk zjadłem.

* * *

BIEGIEM

Znów przyspiesza obroty boska ziemia cała
Nie dając czasu na blask księżyca
Ani na ciepło twego ciała
Ani na gładkość twojego lica

Gdzieś na poprzedniej zgubiłem stacji
Małe radości i drobne smutki
Brak mi chwil krótkich delektacji
A, jak na złość, nie lubię wódki

Mam swoje sny i swe marzenia
Do nich uciekam, a nie od Ciebie
Miła, nie dasz mi ukojenia
Bo pragnę odpocząć od siebie

Wybacz, że się upalę czasem
Śmiejąc się z rzeczy nieistotnych
Lecz przejdź się wtedy ze mną lasem
I poczuj zapach mchów wilgotnych

Zatoń w zwyczajnych doznań ekstazie
Doceń smak, piękno, dźwięk hałasu
Mi ta namiastka starcza na razie
Gdy na nic więcej nie ma czasu

* * *

ZIMNE OGNIE

Gdy pierwsze ognie miłości zgasną
A mgłę ułudy rozproszy czas
Uczucia tkliwe na zawsze zasną
Czy przywiązanie utrzyma Nas?

Po cóż się starać gdy do zdobycia
Co było dawno zdobytym jest?
W szarości tego MARTWEGO życia
Zbyt ciężko miły uczynić gest...

* cd. V 2006 *

Otwieram oczy i widzę - Ciebie
Jak gdy widziałem Cię pierwszy raz
Radosną, czułą, kochaną... Nie wiem
Czemum był ślepcem tak długi czas!


Mam czelność prosić o cień nadzieji
Jeżeli błędy naprawię swe
Przenyślisz jeszcze czy w głąb kipieli
Czy do stóp swoich odeślesz mnie...

* * *

SŁOWA NIEZMIENNE...

Kocham Cię

Niosło ze sobą radość i szczęście
Wypieki na twarzy

Niosło drżenie rąk i skurcz żołądka

Więź która nie umiera
nigdy

Wyznaczało cel w życiu i dawało siłę
by być lepszym
godnym
prawdziwym


A ja byłem głupcem


Kocham Cię

Brzmiące samotnie
niesie echo płaczliwe odbite od pustki

Które świdruje i jęczy,
i dźwięczy i dźwięczy
Przeraźliwie nieskończenie

Kalecząc twoje uszy
tak spragnione niegdyś...

A przestać nie mogę,
nawet nie potrafię

bo przestając teraz
Zneguję piękno które we mnie wzniecasz

Miłość Ciebie

co słuszne i dobre
szlachetne i prawe
Tylko zbawienne niezbyt...

Nie proszę: wybacz, bo na wybaczenie
żadne nie zasłużę

Spróbójmy od nowa
Spróbójmy spróbować
Próbę próby podjąć
by się znów pokochać...

* * *

CZAS ROZLICZEŃ

Nie smuć się i nie kłopocz - na końcu Twojej ścieżki jest Cel Najwyższy, o jakim ja mogę jedynie pomarzyć. Niechaj wyznacza i oświetla Ci drogę, prowadząc przez życie.
Nie pokładaj nadmiernego zaufania w ludziach - są tak niedoskonali. Ufaj sobie. Ufaj też Bogu, bogu, bogom lub obranej filozofii życia. I bądż dobrym człowiekiem, bo łatwiej będzie Tobie żyć i umierać, co niestety nastąpi.
Pamiętaj o śmierci, lecz myśl o niej bez strachu, jako o dniu rozliczenia, podsumowania i nagrody - radosnym dniu.

* * *

ZIARENKO

Z cichym zgrzytem krzemu po szkle
opuściło kielich klepsydry
kolejne ziarenko

Krzycząc z przerażenia leciało w dół
a tąpnąwszy w przeszłość
wznieciło tuman niepokoju

Właśnie upływa moje życie
Nie dokonałem i nie dokonam w nim
Niczego godnego uwagi

Najwięcej trudu kosztowała mnie
niepamięć

Dziś na nowo pękło bielmo
hodowane z uporem

Nie mam nic i nikogo
nawet siebie dostałem w dzierżawę
a czas rozliczeń coraz bliżej

* * *

W OGNIU

Niby ćma obłąkana zaślepiona całkiem
Okrążam latarnię przyciągany blaskiem
I o chłodny kryształ rozpaczliwie biję
Świadom źródła ciepła, które wewnątrz bije

I nie dane mi zaznać razu więcej żaru
Bom swoją ochydą zniszczył efekt czaru

Muszę płonąć - oto me przekleństwo
W ogniu tym zawarłem swoje człowieczeństwo
Gdy - by płomień wskrzesić - nie znajdę sposobu -
umrę. Już z głębin tęsknoty czuję zapach grobu

* * *

Piaskowy GOLEM

Urodziłem się ciałem pozbawionym duszy -
Wpojono mi moralność, dla wypchania luki;
Wykształcono rozum, dla większych katuszy;
Nasycono jedzeniem, według howu sztuki...

Dostałem trzy serca - po pół na kochanie -
Zawsze się to kończy na w mej piersi ranie

Dano mi garść piasku - krzyknięto zawczasu:
"Pilnuj jej! - ta kupka, to z klepsydry czasu!"

Idę więc przez życie licząc każdą chwilę,
Patrząc w ślady za mną miast w kolejną milę -
Gubię piasek z garści, trzęsąc się ze strachu,
Że gdy go wysypię - sam pójdę do piachu...

* * *

TREES by Joyce Kilmer

I think that I shall never see
A poem lovely as a tree

A tree whose hungry mouth is pressed
Against the earth's sweet flowing breast;

A tree that looks at God all day
And lifts her leafy arms to pray,

A tree that may in summer wear
A nest of robins in her hair

Upon whose blossom snow has lain;
Who intimately lives with rain.

Poems were made by fools like me
But only God can make a tree.

DRZEWA, tłumaczył Plenty

Myślę, że nigdy nie zobaczę
Wiersza, o drzewa majestacie

Drzewa którego usta głodne
Spijają soki ziemi miodne

Które na Boga patrzy wytrwale
konary wznosząc ku Jego chwale

Które czasami latem nosi
Wpleciony we włosy domek ptasi

Którego kwiecie puch śnieżny pokrywa
Które piszczoty deszczów zażywa

Wierszami pisać byle głupiec może
Lecz drzewo stworzyć - tylko Ty, Boże

* * *