Przeładuj dokument - Strona Startowa





Cień

Został Cieniem księżniczki Shani. Jej osobistym strażnikiem i powiernikiem. Przyjacielem. To ona go wyznaczyła - bał się, że wybór padnie na kogoś bardziej doświadczonego, starszego. Ale wybrała właśnie jego - towarzysza dziecięcych zabaw.

Zanim skierowano go na szkolenie, byli nierozłączni. Dorośli śmiali się, że udana z nich para, nawet nie wyobrażając sobie by ich żarty kryły choć ziarno prawdy. Księżniczka i syn dowódcy straży? Phi! Ale mylili się - taką przynajmniej żywił nadzieję... przez tych dziesięć lat szkolenia wstępnego.

Przechadzali się na jednym z wielu balkonów zwieszających się zielonymi pnączami dookoła Domu Domów. Pierwsza noc Pani i Cienia powinna służyć ich wzajemnemu zapoznaniu. Od tego już niejednokrotnie w przeszłości zależało życie władców lasu. Cień musi wiedzieć wszystko o swym podopiecznym, by lepiej mu służyć.

- Jak to się stało, Nocny Cieniu, że pozwolono tobie w tak młodym wieku przejść inicjację? I dlaczego tak okropnie to wygląda?

Oboje spojrzeli mimowolnie na jego poparzone dłonie.

- Bardzo się starałem...

Shani zaśmiała się perliście. Blask księżyca wzbudził w jej włosach miriady srebrzystych gwiazd.

- Jakie miałeś zadanie?
- Wyciągnąć sztylet z paleniska i wyryć nim okrąg w darni.
- Hmm...- zastrzygła nerwowo spiczastymi uszkami - Czasami faktycznie zachowujemy się gorzej niż ludzie!

Chłopak nie odpowiedział. Nie był pewien, czy elfka ma na myśli pozorną brutalność Próby, czy to, że nie pomyślał o zalaniu ognia, zanim sięgnął po ostrze... Pół roku ćwiczeń i uzdrawiania, nim dłonie odzyskały dawną sprawność... Ale blizny bolą do dzisiaj.

- Podaj mi swoje ręce.
- Pani?
- Po prostu uczyń to!

Wysunął przed siebie poparzone dłonie. Shani ujęła je w swoje, smukłe i delikatne. Uczuł chłodną ulgę. To zadziałał jeden z jej talentów. Elfka dotykała go znacznie dłużej, niż wymagało tego znieczulenie...

Świst strzały, krew, krzyki straży.

Płacz Cienia. Jego wygnanie.

Sprawcę ujęto. Był nim przyjaciel Nocnego Cienia, Cień-Strzały-Mknącej-Do-Celu, starszy od niego o kilka lat. Doskonały łucznik, który wraz z nim odbył próbę, lecz został przez Shani odrzucony.
Tej nocy Nocny Cień osobiście wydarł mu serce.

Obecny na Dworze czarodziej nie mógł uleczyć księżniczki, był bowiem specjalistą od magii bojowej. Rzucił więc na Shani jedyne zaklęcie które przyszło mu na myśl. Zamknął ją w bryle kryształu górskiego, aby uchronić ciało od rozkładu do czasu przybycia kapłanów. Jednak - jak się okazało - nikt, łącznie z nim samym, nie potrafił zaklęcia cofnąć.

Wiek później, nocą, kryształowy sarkofag zniknął, z pewnością przy udziale magii - ważył bowiem kilka ton. Mówiono wtedy, że kryształowy czar rozwiał się, a w raz z nim rozpadło się w proch wydane na pastwę czasu ciało Shani. Mówiono też, ale nikt w to nie wierzył, że to Nocny Cień powrócił po ukochaną.
Polanę, na której stał monument uznano odtąd miejscem magicznym i leczniczym, a owoce zbierane z kilku rosnących na niej drzew posiadają podobno moc przedłużania młodości.

Minęło kolejnych sto lat - elfi dwór został opuszczony, a krew kilku pozostałych na tych ziemiach elfów zmieszała się z krwią ludzkich osadników. Legenda pozostała. Do dziś w rocznicę śmierci księżniczki elfów niektórzy mieszkańcy Osady strzelają w powietrze, by po locie powracającej strzały wróżyć urodzaj, zaś panny na wydaniu nadal szukają niezwykłych jabłek na polanie, na której dziś stoi Świątynia.