Przeładuj dokument - Strona Startowa





Napisane dla Wieży Snów

WOD

Księga Zmiany

"Roku pańskiego 1680, myszkując pośród ruin, jakie wojenna pożoga z dawnej twierdzy uczyniła, natrafiłem przypadkiem na ciekawy wolumin. O jego niezwykłości stanowiło bowiem już samo miejsce, w którym się znajdował - piwnica. Wszystkie inne tomiszcza spłonęły na piętrze, wraz z armariami w których je umieszczono dla ochrony przed wilgocią - temu zaś straszliwa wilgoć podziemi nie szkodziła! Poza tym intuicyjnie wyczuwałem jakąś tajemnicę, a dotąd przeczucia me zawsze się sprawdzały...

Księgę oprawiono w czerwoną skórę barwy tak intensywnej, że w pierwszym odruchu pomyślałem iż jest wysmarowana krwią! Perfekcyjne wykonanie szpeciło jednak zgrubienie pośrodku okładki, zakutej w mosiężne klamry. Księga była zamknięta. Jak wiesz, do licznych moich talentów zalicza się i ślusarstwo - przeto szybko wydobyłem narzędzia i rozpocząłem - bezowocną, a jakże! - pracę. Po trzech przeszło godzinach uderzyłem w niemocy kułakiem w zamknięcie. I zawyłem z bólu - z dziurki od klucza wyskoczyło bowiem ostrze, kalecząc mnie dotkliwie, po czym zaraz znikło. Postanowiłem wynieść ją na górę, by w świetle słonecznym na poważnie wziąć się za zamek. Kiedy jednak pierwsze promienie liznęły księgę - ta czernieć poczęła i dymić, jakby ją kto pochodnią przypiekał. Zniosłem ją wtedy szybko i na pierwotne miejsce odłożyłem. W mojej głowie dojrzewać jęły dziwne podejrzenia.

Dnia następnego, ochłonąwszy, przemyślałem sprawę. We wsi kura kupiłem, krew spuściłem do czarki i do piwnicy zaniosłem. Rzuciwszy kilka silnych zaklęć ochronnych, palcem w jusze umoczonym począłem wodzić kręgi ponad zamknięciem. Po chwili, powoli, wysunął się z dziurki kieł. Chował się nieco i wysuwał, w rytm moich ruchów, jakby z nadzieją, że krwawa kropla odpadnie z palca... Kiedy w otwór zamka wlałem zawartość czary, spalona księga w mig dawny splendor odzyskała, na moich oczach pozbywając się zniszczeń! Coś trzasnęło cichutko, a spod okładki wysunęła się zakładka, gruba, rozdwojona na końcu taśma! Kiedy pewnym ruchem sięgnąłem, by księgę otworzyć, fałda okładki otworzyła się, odkrywając nieludzkie oko, które nerwowo na mnie łypało! Mimo to przeczytałem księgę, nie bacząc na liżącą me dłonie zakładkę, jeno na kieł zważając.

Zamek, od początku zeszłego milenium zamieszkiwały wampiry zwane Tzimisce. Na skutek jakiejś tragedii czy błogosławieństwa, bo różnie o tym piszą, niektóre z nich posiadły umiejętność niemal dowolnego zniekształcania ciał swoich i cudzych. Autor, czy raczej rzeźbiarz księgi, uczynił ją z bezprawnie powołanego do istnienia potomka swej potomkini. Jego dziecię powinno było zapytać rodzica o pozwolenie na ten czyn, zwany wśród nich "Przeistoczeniem". A na przeistoczenie noworodka, co właśnie miało miejsce, pozwolenia nikt nigdy nie udzielił. By ukarać niepokorną córkę na jej oczach uczynił z wampirycznego dziecięcia księgę, łamiąc kości i przemieszczając lub niszcząc organy sztuką, która była nowym nabytkiem jego rasy. W księdze zaś zamieścił informacje o jej pochodzeniu, oraz wskazówki jak ową mroczną dyscyplinę opanować, po czym w mosiądz oprawił i córce swej oddał.

Oto czego dowiedziałem się z księgi, oraz przez ostatnie trzysta dwadzieścia lat zgłębiania wiedzy o "rodzinie", na której ślady trafiłem.

Nie miej mi za złe, Oktawiusie, tego co się stanie. Jak wiesz, żenię się niedługo z Sonią Obertus, której familia od lat służy zgrupowaniu zwanemu Sabbat. Potrzebuję prezentu ślubnego. Trochę zaboli, ale - z tak interesującymi tatuarzami - będziesz doskonałym kufrem, przyjacielu..."

Księga Zmiany

by Plenty