Fajczarstwo

Moja przygoda z Fajką faja.gif

Już na początku zaznaczam, że fajczarzem jestem początkującym, ale, jako że udało mi się popełnić większość możliwych błędów, doświadczenia swoje przytoczę ku przestrodze innych, drogą tą dopiero zmierzających.
W chwili pisania tego tekstu pykam fajkę od nieco ponad półtorej roku, doświadczenia jednak zbierałem przeważnie sam, niedawno dopiero z fajczarskimi forum konfrontując.

Pierwszą fajkę kupiłem pchnięty impulsem - znajomy palił od dawna, ale tytoń (krajankę) papierosowy. Tym razem jednak kupił tytoń z nieco wyższej półki aromatyzowany, fajkowy - z powodu braku tego gorszego, oczywiście. Aromat był cudny, wiśniowy. Wieczorkiem przeszedłem się więc do trafiki i kupiłem fajkę, która wizualnie i do dłoni najlepiej mi pasowała (cena niewielka, ca 20 zł), oraz pierwszy z brzegu tytoń wiśniowy. Fajka to gruszowy Mr. Bróg 41 na filtr (na zdjęciu), tytoń zaś "Tilbury". Zawiodłem się, nie ma co. Tytoń ten jest dobry chyba tylko dla osób rzucających palenie - odstraszyć potrafi skutecznie, piecze w język, pali się i mokro, i gorąco... Fakt, tytoń ten ładnie pachnie, a i sam dym niegorzej. Smakuje zaś jak dym z ogniska. Przez pół roku paliłem go uparcie, zmieniając filtr co dwa palenia, tak się świnił. Później sięgnąłem po Alsbro Cherry - tytonie Alsbro są lubiane, choć akurat na Cherry ciążą ciężkie zarzuty smolenia i moczenia faji. Tytoń ten smakuje mi wybornie do teraz, jest łagodny i aromatyczny. Do opalania fajki jednak zalecany nie jest, zamiast nagaru tworzy bowiem... smołę! Później paliłem jeszcze "Staropolski" (wiśniowy, a jakże!). Dobry, ale wiele więcej nie powiem - raz go jedynie paliłem, jako poczęstunek.

Oto lista błędów które popełniłem ja lub znajomi, oraz wskazówki, jak je omijać:

  1. Z fajki się pyka, nie pali. Nie wdychaj dymu do płuc - bierz do ust i wydmuchuj. Nikotyna wchłania się przez drogi śluzowe, jednak znacznie słabiej niż przez płuca. Palacz papierosów nie będzie usatysfakcjonowany (pomóc mogą mocne, nie aromatyzowane tytonie).
  2. Fajki różnią się od siebie ceną, materiałem i wykonaniem. Nie zawsze jednak tania znaczy zła - czasem po wydaniu 50 - 100 zł plujesz sobie w brodę, czasem za 20 złociszy masz ideał. Generalnie od surowca wiele zależy - wrzosiec jest najlepszy, grusza się łatwiej zwęgla ale chłonie wilgoć, glina i pianka morska (czyli rodzaj kamienia, nazwa raczej poetyczna) są kruche, kukurydziane kolby spalają się błyskawicznie, ale są najtańsze, podobnie bambus. Są i inne materiały - raczej dla kolekcjonerów. Ja tam na moje gruszki nie sarkam.
  3. Z zakupionej fajki nie wolno od razu normalnie palić, bowiem zajmie się drewno. Fajkę należy opalić, doprowadzając do powstania na wewnętrznej części paleniska "nagaru", takiej jakby skorupki z soku tytoniowego i popiołu wsiąkających w drewno. Ja moją spaliłem.
  4. Opalanie przeprowadza się w kilku etapach. Choć są różne szkoły, tej nie kwestionuje nikt: nabijasz fajkę jedynie do 1/3. Palisz starannie, powoli do końca, aż cały tytoń spali się na biały popiół, po czym czyścisz fajkę starannie i dajesz jej odpocząć kilkanaście godzin, najlepiej dobę. Powtarzasz to kilka - kilkanaście razy. Potem robisz identycznie z fajką nabitą do połowy, potem 2/3, wreszcie do końca. Potem palić w niej można tyle tytoniu, na ile akurat ma się ochotę bez uszczerbku dla zdrowia fajeczki.
  5. Prawidłowo nabita fajka ma tytoń "warstwowy", na dole słabiej, z góry zaś mocniej ubity. Osiąga się ta pakując tytoń do końca i wgniatając do połowy, ponownie dobijając i wgniatając do 2/3, potem ponownie do pełna i znowu ugnieść. Ubija się delikatnie, cały czas kontrolując ciąg fajki (żeby nie nabić tak mocno, by ciągnięcie okazało się męką lub wręcz niemożliwością). Wbrew pozorom nie jest to trudne.
  6. Fajki nie zapala się zapalniczką, a już w żadnym razie żarową. Najlepsze są zapałki lub specjalne zapalniczki do fajek. Koledzy do mojej pierwszej fajki zabrali się "żarówką". Blizny nosi do dziś.
  7. Fajka musi odpocząć, bowiem w trakcie palenia wydziela się tak zwany kondensat - sok tytoniowy, który wsiąka w drewno. Jeśli fajka nie odpocznie po paleniu, pali się w niej coraz bardziej mokro (nawet "siorbie!"), a i kondensat do ust dojść potrafi. Gorzki jest niemiłosiernie, i ochota na palenie nieuchronnie mija.
  8. Po każdym paleniu fajkę czyścić starannie należy tzw. "wyciorami", zwitki materiału czy papieru do... toaletowego wystarczą. Czyści się cybuch i ustnik, z zewnątrz i wewnątrz, starannie usuwając popiół, unikając jednak uszkodzenia nagaru (który zresztą od popiołu kruszeje). Fajki się nie wystukuje, ani broń boże wodą nie myje!
  9. Fajki na zapas nabijać się raczej nie powinno, czyścić ją po paleniu jednak bezwzględnie trzeba!
  10. Rozpala się fajkę tak, by zapłonęła cała powierzchnia. Później żar znajdować się powinien jedynie pośrodku, taki świetlisty punkcik. W trakcie rozpalania tytoń podnosi się nieco - należy go przygnieść bądź to niezbędnikiem (taki zestaw narzędzi do kupienie w każdej trafice), bądź też drewnianym kołeczkiem o średnicy nieco od średnicy komina fajki mniejszym. Kołek taki służy do wybierania popiołu podczas palenia (przykleja się om świetnie), do ubijania tytoniu podczas palenia, kontrolowania żaru (przytłumienia lub rozniecenia - to ostatnie osiąga się poprzez lekkie wsunięcie kołeczka do fajki i kilkukrotne pociągnięcie - powietrze ma wtedy większą szybkość).
  11. Fajka nasiąka zapachem tytoniu, który w niej się pali. Nie pal więc byle czego (albo zachowaj jakąś tańszą fajkę do próbowania tytoniu, bo będzie tym trącić. Miej po jednej fajce na każdy tytoń, albo chociaż osobne na podobne tytonie - np. łagodne waniliowe itd.
  12. Ustnik wykręcaj i wkręcaj zawsze w jedną i tę samą stronę, żeby się złącze nie wyrobiło.
  13. Fajka powinna palić się zimno - nie nagrzewać, W żadnym razie nie może pażyć dłoni, bo się zniszczy. Jeśli to się dzieje, należy zwolnić pykanie lub fajkę zagasić.

Pierwsza moja fajka została doszczętnie zniszczona - nieopalona, zwęglana zapalniczką, czyszczona gdy już ciąg zamierał, palona bez ustanku. Znajomi z akademika podbierali ją by palić krajanki papierosowe z najniższej półki. Służy jednak do dziś - jako próbnik nowych tytoni i by druga moja fajka odpoczęła. Z nią jest zaś związana osobna historia. Wygrzebawszy zaskórniaki poszedłem zakupić kolejną. Ważę w dłoni, mierzę - wreszcie mam - ideał! Karbowana szyjka, ciemny, wiśniowy kolor, rozmiar akuratny. Co się okazało? Toż to ten sam model, co moja pierworodna! Nieco tylko szerszy komin i te karbowania... Sam nie wiem, siła przyzwyczajenia, czy aż tak mi przypasowała (wszak kilka innych testowałem u znajomych)?

fajka1.jpg